, 16. Richardson Hope Drogi nieznajomy 

[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Czując, że chce choć na chwilę opuścić dom, Johna, zgodziła się chętnie.
Kiedy barman podał im napoje, Rick popatrzył na Lisę. Zauważyła, że
sprawia wrażenie poważniejszego niż zwykle.
 Nie mogę już znieść tego faceta. Podczas projekcji do reszty
wyprowadził mnie z równowagi  oświadczył ponuro.
 Zdążyłam to dostrzec  - pokiwała głową, wystrzegając się
jakiegokolwiek komentarza.
 Po południu, gdy wróciliśmy na powierzchnię, był uosobieniem
przyjazni, ą w kilka godzin pózniej zachowywał się jak stary zrzęda.
Chciała rzec słowo w obronie Johna, lecz widząc ponurą twarz Ricka
uznała, że lepiej będzie milczeć.
 Z nurkowaniem idzie nam gładko. Robimy postępy. A jeśli chodzi o
samo kręcenie, trzymamy się planu. Przynajmniej do tej pory nie było
opóznień ani wpadek. Udowodniliśmy przez to, że możemy śmiało
współpracować z jego zawodowymi nurkami, dlaczego więc ciągle jest ze
wszystkiego niezadowolony?
 Nie robi chyba tego z czystej złośliwości  zamyśliła się Lisa.
 Bo ja wiem? W każdym razie mam nieprzyjemne uczucie, że on się
tak zachowuje przede wszystkim wtedy, gdy ty jesteś w pobliżu. Mówię
Ci, wygląda na to, jakby chciał, abym wyszedł w twojej obecności na
durnia, aby on sam mógł się zaprezentować w lepszym świetle. Co miało
znaczyć to bzdurne zajście z  prezentem", który dostałaś od niego dziś po
południu?
Uspokajającym gestem położyła mu rękę na ramieniu.
 Niepotrzebnie doszukujesz się w zachowaniu Johna jakichś
podtekstów, Rick!
 Nie byłbym tego taki pewny, tym bardziej że nie ma tu żadnej innej
kobiety, która by była tak atrakcyjna jak ty. Nie wmówisz mi, że tego nie
zauważył.
Miał to być komplement, jak rozumiem - roześmiała się z przymusem.
 Nie sądzę, abym interesowała Johna jako kobieta, poza tym wie
przecież, że jesteśmy razem. Chyba nie myślisz, że chce nas rozdzielić?
Ledwie to powiedziała, uświadomiła sobie, że znów nie była z Rickiem
całkiem szczera. Zdarzało się to coraz częściej. Może powinna mu
opowiedzieć o ostatniej nocy... Lecz nie, coś takiego nie przeszłoby jej
przez gardło.
 Rozdzielić?!  Rick wybuchnął wzgardliwym śmiechem.  Nie
przyjdzie mu to łatwo, choć może i na to liczy. Spotka go to samo co przy
próbie wydobycia tego komicznego statku duchów!
 Statek duchów?  Lisa spojrzała na niego ze zdumieniem.
 No, może nie powinienem go nazywać statkiem duchów, mówiąc
szczerze jednak wątpię, czy to rzeczywiście będzie odkrycie na miarę
światową, nawet jeśli jest to  Miranda". Co właściwie chce udowodnić?
%7łe potrafi dokonać rzeczy, których nie ważą się ryzykować inni? Przecież
każde dziecko wie, że nie obchodzi go nic poza forsą!
Lisa utkwiła wzrok w przestrzeni. Jak miała opowiedzieć o tym, co
ostatniej nocy słyszała od samego Johna. Co powinna zrobić, aby
uwierzył, ile dla Johna znaczy  Miranda"?
 - Halo, jesteś tu? Wyglądasz, jakbyś swoimi myślami zawędrowała
gdzieś o mile stąd. Nieobecna duchem, tak to się chyba nazywa. Coś się
stało?
 Skądże znowu  pośpieszyła z zapewnieniem Lisa. Tylko tego
brakowało, aby zaczął ją podejrzewać. I tak był wystarczająco zazdrosny.
Mimo to zdobyła się na odwagę:
 Odnoszę wrażenie, że jesteś niesprawiedliwy wobec Johna.
Przyjechałeś tu przecież dokładnie z tych samych powodów co on. Dla
ciebie ta ekspedycja też jest jednym z etapów w drodze do celu. John
szuka na dnie morza skarbów, a ty chcesz poprzez film zrobić wielkie
pieniądze! Przecież to żadna różnica!
 Nie wierzę własnym uszom! I to ty mówisz?!  rzucił wzburzony.
 %7ładna różnica, powiadasz? Dzielą nas całe światy! Film nie będzie
moją prywatną własnością, kręcę go dla milionów widzów!
 Ależ Rick! Uspokój się, proszę, i nie rób takiej obrażonej miny.
Przecież nic takiego nie powiedziałam.  Lisę zaskoczył mimo wszystko
jego wybuch. Cała się trzęsła.
 Wcale nie robię obrażonej miny, jestem tylko zaskoczony. Niemile
zaskoczony. I to ty jesteś tego powodem! Do tej pory zawsze myślałem, że
choć ty rozumiesz sens mojej pracy, a teraz słyszę takie rzeczy.
Lisa nie znalazła odpowiedzi. Niemal automatycznie stanęła po stronie
Johna, mimo iż jeszcze przed chwilą przyrzekła sobie tego nie czynić, i
Rick był teraz wściekły. Ale po zwierzeniach ubiegłej nocy nie mogła
inaczej.
W drodze powrotnej nie zamienili słowa. Ukradkiem popatrywała na
jego zaciśnięte wargi i wbity w jezdnię wzrok. Zrobiło jej się go żal, choć
tak naprawdę nie miał racji.
 Wybacz, Rick! Nie chciałam ciebie rozzłościć  szepnęła, gdy
odprowadzał ją do pokoju.
 Tu nie ma nic do wybaczenia  rzekł ponuro.  Po prostu od
niedawna prześladuje mnie myśl, że mogę cię utracić, a każda twoja
uwaga o Johnie, choćby niewinna, podsyca mój niepokój.
 Wejdz  zaprosiła go do środka Lisa, zadowolona, że nie musi
odpowiedzieć.
Rick oczywiście popatrzył na zegarek.
 Chętnie, ale tylko na chwilę.
Zapaliła nocną lampkę. Przyćmione światło pozostawiło pokój w
półcieniu. Usiadła na łóżku, Rick obok. Przytulił ją do siebie i głaskał jej
kark, plecy, ramiona.
 Co za wspaniałe uczucie...
 Tak się cieszę, że lubisz być ze mną  rozpromienił się Rick.
Czy naprawdę lubiła? Kiedyś tak, na pewno. Lecz teraz wyrósł między
nimi mur. Rick w jakiś dziwny sposób stał się jej obcy, choć przecież był [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • osy.pev.pl